Kuchnia japońska – chirashi sushi

Pierwsze skojarzenie ja hasło „kuchnia japońska”? Oczywiście sushi!

Skonsternowana stwierdzam, że to już mój drugi tydzień w Japonii, a jeszcze nie jadłam sushi… Pora to zmienić! W plątaninie bocznych uliczek Asakusy ulegom namowom miłej „naganiaczki” i daję się zaprowadzić do wnętrza jednego z barów serwujących sushi. Barierę językową zgrabnie omijam zamawiając „setto”, czyli standardowy zestaw obiadowy. Czekając na moje zamówienie obserwuję kucharzy, którzy za barową ladą przygotowują świeże sushi. Ponoć filetowanie i krojenie ryby na sushi to nauka sama w sobie, każdy gatunek ryby ma swoje techniki krojenia i odpowiednie noże.

W końcu moje „setto” ląduje przede mną. I tutaj mała niespodzianka, bo spodziewałam się sushi w wersji klasycznej, czyli ryżu i ryby pozawijanych w wodorosty lub chociaż poporcjowanych, a tutaj dostałam chirashi sushi, czyli miskę wypełnioną ryżem, na której poukładane są ryba, warzywa, wasabi, marynowany imbir i  wszystkie inne składniki sushi (w moim przypadku jeszcze pyszny kawałek takiego jajecznego omletu, kawior i cytryna). Generalnie chodzi o to, żeby było jak najwięcej różnorodnych smaków, które mają ze sobą harmonizować: kwaśny, ostry, rybi, słodki (to ten omlet), odświeżający (imbir i ogórek). W komplecie z zupą miso i zieloną herbatą pycha!!!

Tokio – Sumida – spacer, tym razem o poranku

Ponieważ spędziłam przepiękny wieczór spacerując nad rzeką Sumida i odkryłam tam moje prywatne miejsce mocy, postanowiłam odwiedzić to miejsce jeszcze raz, tym razem o wschodzie słońca.

Jestem zdeklarowaną sową, wstawanie rano nie przychodzi mi łatwo, a zwłaszcza w innej strefie czasowej. Ale było warto – spacer wczesnym rankiem pozwala spojrzeć na miasto inaczej, bez panującego zazwyczaj tłoku i krzątaniny.

To nie będzie długi wpis, bo ten spacer służył mi raczej do wyczyszczenia głowy z myśli, niż do gromadzenia nowych doświadczeń czy faktów.

Kilka impresji poniżej na zdjęciach 🙂

Kuchnia japońska – Ramen

Jakoś tak się złożyło, że dzisiaj w moim jadłospisie znalazły się aż dwie zupy: „somen” na obiad i „ramen” na kolację.

Kuchnia japońska - somen
Kuchnia japońska – somen

Z perspektywy niewtajemniczonego w niuanse Europejczyka można w bardzo dużym uproszczeniu powiedzieć, że ramen i somen, podobnie jak soba i udon to zupy na wywarze, najczęściej mięsnym, różniące się od siebie rodzajem klusek i zawartością „wkładki”.

W ramenie makaron jest zrobiony z pszenicy, udon też z mąki pszennej, ale kluchy dużo grubsze. Makaron soba jest zrobiony z mąki gryczanej, a makaron somen albo z gryczanej albo pszennej, ale w dosyć cienkie nitki.

Co do wkładu, to jest on bardzo różnorodny, mięso, jajka, różne pierożki, tofu, warzywa, sezam. Każda pani domu i każda restauracja mają swoje przepisy.

Ramen to taki japoński fast-food, tylko w Tokio jest ponoć ponad 5 tysięcy restauracji serwujących tą zupę, a w całej Japonii ponad 200 tysięcy. Dosyć łatwo można te restauracje rozpoznać po charakterystycznym siorbaniu 🙂

Moj wieczorny ramen musiałam zamówić w automacie. Jest mnóstwo opcji do wyboru, można sobie skonfigurować rodzaj makaronu i dodatki, a potem maszyna wyświetla cenę. Płaci się w automacie, który wypluwa wydrukowany bon, który to bon podaje się kucharzowi, by po chwili dostać miskę z wywarem i dodatkami i osobno makaron, który wedle uznania dodaje się do zupy. Przy pomocy pani z obsługi, która nie mówiła po angielsku, trochę na migi pokazując na zupy siedzących przy pobliskich stolikach gości, a trochę na chybił trafił udało mi się zamówić taką zupkę jak na poniższym zdjęciu. Bardzo dobra, aromatyczna, sycąca, tylko jak na mój gust nieco za słona – ale to niestety był mój częsty problem z japońskimi potrawami.

Tokio – park Ueno

Będąc w dzielnicy Ueno nie wypada nie zahaczyć o Park Ueno, tak przynajmniej twierdziły studiowane przeze mnie przewodniki. Wpadłam więc i ja.

Powiem tak: park ładny, kilka urokliwych zakamarków się znajdzie, ale szału wielkiego nie ma. Z każdego miejsca widać otaczające go wieżowce, a w miejscu, gdzie miało być jezioro pokryte nenufarami, była tylko ogromna połać pokrytych wyschniętym błotem badyli.

W parku Ueno rośnie ponad 1000 drzew wiśniowych, które w okresie kwitnienia przyciągają lokalsów i turystów. Z parkiem graniczy też zoo, a jego główną atrakcją są misie panda (symbol normalizacji stosunków z Chinami), ale do zoo się nie wybrałam.