Marsylia – Stary Port (Vieux Port) o poranku

Kilka minut przed szóstą rano wymykam się z naszego apartamentu na poranną wędrówkę. Wstając bardzo rano mamy szansę pobyć sam na sam z miejscami, które później są okupywane przez tabuny turystów. A do tego, będąc matką i podróżując z rodziną, taki spacer jest dla mnie czasami jedyną szansą pobycia sam na sam ze mną samą…

Stary Port w Marsylii wita mnie zapachem uryny i śmieci. Od razu staje się jasne, że w nocy był przystanią dla imprezowiczów i dla biednych dusz, którym się w życiu nie poszczęściło. Na szczęście na horyzoncie pojawia się brygada czyszcząca ulice, a widok na port, oświetlony pierwszymi promieniami słońca, wynagradza doznania węchowe.

Krótkie spojrzenie na uliczki bezpośrednio okalające Stary Port, i od razu wiadomo, dlaczego Marsylia ma szemraną reputację… Szczerze mówiąc, to trochę miałam duszę na ramieniu, zagłębiając się w ciemne i brudne, chociaż nie pozbawione uroku podwórka…

Im bardziej oddalam się od Starego Portu w kierunku Opery, tym bardziej reprezentacyjne robią się ulice i placyki:

 

Tokyo Metropolitan Government Building – Tokio z góry i za darmo

Zbliża się koniec mojego pobytu w Tokio, a tak bardzo chciałabym jeszcze zobaczyć to miasto z góry. Można to zrobić w Sky Tree, więc niedaleko mojego apartamentu, ale cena wyjazdu na górę wydaje mi się zbyt wygórowana. Na szczęście znajduję informację, że panoramę Tokio można podziwiać za darmo w tokijskim ratuszu.

Podjeżdżam do stacji Tocho-mae, która znajduje się praktycznie w podziemiach ratusza. Trochę się gubię w labiryncie korytarzy na stacji i kilka minut krążę w poszukiwaniu właściwego wejścia do ratusza, ale w końcu udaje mi się znaleźć dosyć sporą kolejkę do windy (jestem w ratuszu  pod wieczór i kolejka składa się prawie wyłącznie z turystów). Kolejka porusza się dosyć wartko, po niedługim oczekiwaniu zostaję załadowana do windy z kilkunastoma innymi osobami. Winda jest obsługiwana przez młodą hostessę w uniformie i białych  rękawiczkach. Hostessa kłania się nam do pasa, naciska guzik windy i rozpoczyna entuzjastyczny monolog po japońsku, który trwa przez całą naszą jazdę na wysokość 220 metrów. Potem hostessa ponownie się kłania i  wypuszcza nas z windy.

Widok na miasto jest niesamowity, zwłaszcza, że trafiłam na końcówkę zachodu słońca i całe miasto jest aż po horyzont rozświetlone. Przepiękny sposób na pożegnanie się z tym miejscem i z Japonią…

Niestety zdjęcia nie oddają klimatu, bo były robione zza szyby i nie wolno w tym miejscu używać ani statywu, ani nawet żadnej podpórki na aparat, choćby to nawet była własna torebka – bardzo czujna obsługa uprzejmie ale stanowczo reaguje na każde próby podparcia aparatu na czymś stabilnym.

Z informacji praktycznych warto wiedzieć, że ratusz ma dwie wieże, południową i północną, widok na miasto można podziwiać za darmo z obydwu. Wieża południowa jest czynna do 17:30, wieża północna do 23. Na piętrze obserwacyjnym w wieży południowej jest kawiarnia, a w północnej restauracja i sklep z suwenirami. Ja, z racji późnej godziny, byłam w wieży północnej, z restauracji nie korzystałam, więc nie wiem, czy warto, ale czytałam, że na pewno trzeba rezerwować miejsce wcześniej. Obie wieże mają kilka dni w miesiącu, kiedy są zamknięte, najlepiej to zawsze wcześniej sprawdzić –  tutaj oficjalna strona Tokyo Metropolitan Government z godzinami otwarcia.

To  są zapiski  z podróży do Japonii, która odbyła się na przełomie października i listopada 2016. Podróżowałam sama, podróż była zorganizowana indywidualnie przeze mnie.

Tokio – Sumida – spacer, tym razem o poranku

Ponieważ spędziłam przepiękny wieczór spacerując nad rzeką Sumida i odkryłam tam moje prywatne miejsce mocy, postanowiłam odwiedzić to miejsce jeszcze raz, tym razem o wschodzie słońca.

Jestem zdeklarowaną sową, wstawanie rano nie przychodzi mi łatwo, a zwłaszcza w innej strefie czasowej. Ale było warto – spacer wczesnym rankiem pozwala spojrzeć na miasto inaczej, bez panującego zazwyczaj tłoku i krzątaniny.

To nie będzie długi wpis, bo ten spacer służył mi raczej do wyczyszczenia głowy z myśli, niż do gromadzenia nowych doświadczeń czy faktów.

Kilka impresji poniżej na zdjęciach 🙂

 

To  są zapiski  z podróży do Japonii, która odbyła się na przełomie października i listopada 2016. Podróżowałam sama, podróż była zorganizowana indywidualnie przeze mnie.

Tokio – spacer po dzielnicy Ueno

Po spełnieniu kulturalnego obowiązku w Muzeum Narodowym postanowiłam, że mogę się powałęsać po okolicy. Szłam sobie gdzie mnie nogi poniosły, a najpierw poniosły mnie do przeuroczej herbaciarni, rzut beretem od muzeum.

Herbaciarnia z zewnątrz bardzo niepozorna, za to w środku raj dla miłośników japońskiej herbaty. Przytulne wnętrze, witryna z wagashi tak pięknymi, że aż szkoda jeść, długi stół przy oknie, przy którym wspólnie siedzą goście i delektują się swoją filiżanką matchy.

Po tych prawie mistycznych herbacianym przeżyciach, tutaj jeszcze kilka zdjęć z mojej włóczęgi po dzielnicy Ueno.  Ueno to pierwotnie dzielnica robotników i rzemieślników, stąd małe i skromne domki i wąziutkie uliczki. Ostatnio ponoć przeżywa boom, z racji swojego dogodnego położenia blisko centrum, ale ciągle jeszcze nie straciła swojego pierwotnego, urokliwego charakteru.